Sabatowa poprawność
Witam Was ponownie!
Jak wskazuje (albo i nie, nie wiem, czy zauważyliście) tytuł tego wpisu, dziś będzie to już pełna relacja z Sabatu od początku do końca. Trochę długo trzeba było na to czekać, ale JUŻ JEST!
Uzyskałem zgodę od tych wiedźm zarządzających Sabatem na wykorzystanie kilku zdjęć z ich fan page'a, więc mogę dokończyć i opublikować swoje wypociny, które i tak ktoś czyta! "Magia internetóf!".
Wracając.
Sabat Fiction-Fest odbywa się na terenie kieleckich Targów, gdzieś w cholerę daleko, slamsy Kielc, dalej niż Kamczatka w Rosji.
Ok, 10 minut się jedzie miejskim dosłownie pod bramy naszego punktu przeznaczenia, więc połączenie jest dość dobre.
Wejściówka. Prosta, czyli ładna (tak, jestem facetem), laminowana na fajnej smyczy.
Odpowiednio wcześniej, na stronie ogłaszają rezerwację biletów, dzięki czemu zapłaciłem 10 zł mniej, czyli 40 zł! To dużo jak na mały konwent. W porównaniu do warszawskiego Animatsuri, który kosztuje 50 zł, to to jest lekko ponad normę, jednak (!) można im to wybaczyć, gdyż jak już nadmieniłem w zwiastunie, jest to świeży konwent i zapełnienie sporej przestrzenie Targów jest wyzwaniem dla portfela i muszą to sobie jakoś odbić. Widać udaje im się to powoli, bo została zapowiedziana już III edycja Ogólnopolskiego Festiwalu Fantastyki i Gier Sabat Fiction-Fest i mam nadzieję, że z upływem czasu wejściówki staną się tańsze lub przybędzie coraz więcej i więcej atrakcji (to już prędzej).
Wybrałem się na ten konwent z moimi dwiema dobrymi przyjaciółkami. Mieliśmy spać w namiocie, który oczywiście ja musiałem ogarniać, targać i rozkładać tego czteroosobowego bydlaka.
Na miejscu byliśmy chyba o 8 lub 9 rano, czyli na styk z rozpoczęciem sprzedaży wejściówek.
Pogoda dopisywała, było cudownie, ptaszki się powielały, słowem - miód. Na wstępnie powitał na s brak kolejki, bo jak przystało na otaku byliśmy jakąś godzinę wcześniej i koczowaliśmy tam jak beduini.

Po zakupie karnetu (który był dość ładny jak dla mnie - lubię prostotę) rozstawiliśmy szybko namiot, wrzuciliśmy do środka szpargały i pognaliśmy do środka korzystać z przyjemności życia. Jednak już na początku przygody spotkał nas problem z bramkami. Na wejściówkach był nadrukowany kod. Wkładało się ją do czytnika, on robił *bip* i sfinks pozwolił nam przechodzić, jednak mojej przyjaciółki nie przepuścił. Widać się na niej poznał (he he).
Po przedarciu się przez tych "ochroniarzy" naszym oczom ukazał się zaskakujący widok. W cholerę przestrzeni, więcej niż w zeszłym roku.
Na wejściu okazało się, że wszystkie lepsze atrakcje zostały już zajęte, lub nie zostały jeszcze udostępnione.
Tak to mniej więcej wyglądało:
![]() |
| Arena Sabatu! Walki na ubitej ziemi do pierwszej krwi |
![]() |
| Strefa turniejowa League of Legends rodem z ESL |
![]() |
| Strefa Free-to-Play-all-night-Long-Gandlf-sax-Gay |
Walczyli tu najlepsi z najlepszych o tytuł Mistrza Rakowej Gry Moba!
Za to tutaj urzędowali mniej ambitni rakobiorcy oraz ich przeciwnicy - rakodawcy.
To tutaj rozgrywały się epickie bitwy planszówkowe, intrygi karciane oraz wielkie batalie RPG.
Jak widzicie, już na wstępnie było w czym wybierać a na zdjęciach są tylko główne atrakcje.
Nie posiadam, ani nie znalazłem zdjęć, jednak był też Osu! room, którego odwiedzali Koreańczycy oraz Rock Band, którego okupowałem wraz ze swoimi przyjaciółmi przez ładnych kilka godzin. Nawet mieliśmy fana! Taki starszawy Pan, wyglądał jak taki typowy gość z lat 90 polskiej sceny punkowej w lekkim wydaniu. Albo jak Cowboy..? Nie pamiętam, mniejsza. Za każdym razem jak kończyliśmy grać "Enter Sandman" albo "Dani California", to wstawał i bił nam brawo. To było cudowne. Takie chwile pokazują, że nigdy nie jest się za starym na dobrą zabawę. Niestety nie wiem jak ma na imię, ale jeśli jakimś cudem to czyta, to go serdecznie pozdrawiam oraz zapraszam na kolejny Sabat Fiction Fest.
Nie posiadam, ani nie znalazłem zdjęć, jednak był też Osu! room, którego odwiedzali Koreańczycy oraz Rock Band, którego okupowałem wraz ze swoimi przyjaciółmi przez ładnych kilka godzin. Nawet mieliśmy fana! Taki starszawy Pan, wyglądał jak taki typowy gość z lat 90 polskiej sceny punkowej w lekkim wydaniu. Albo jak Cowboy..? Nie pamiętam, mniejsza. Za każdym razem jak kończyliśmy grać "Enter Sandman" albo "Dani California", to wstawał i bił nam brawo. To było cudowne. Takie chwile pokazują, że nigdy nie jest się za starym na dobrą zabawę. Niestety nie wiem jak ma na imię, ale jeśli jakimś cudem to czyta, to go serdecznie pozdrawiam oraz zapraszam na kolejny Sabat Fiction Fest.
Poza tym, tam za retro grami stały konsole z FIFĄ 15, gdzie odbywał się turniej. Oczywiście, jako fan gry od EA Games wziąłem udział w turnieju. Napalony oraz nastawiony na pogrom przeciwnika usiadłem przy wyznaczonym stoisku, czekając na oponenta poprawiałem pada w dłoni. W końcu przyszedł i był to... Może jedenastoletni chłopiec sięgający mi do biodra wzrostem. Dobra, pomyślałem, dam mu małe fory, bo mi głupio tak dziecko ogrywać. He he, no i to był błąd, bo po pierwszych kilku minutach dzieciak wklepał mi gola i to w takim stylu, że mogliby go wziąć do reprezentacji w zamian za Adamiakową, poważnie! Dobra, pochyliłem się, co oznacza u mnie skupienie maksymalne, jednak "Allahu Akbar Mode" nie zadziałał i po chwili kolejna bramka.
Spiąłem się do granic możliwości i przed końcem pierwszej połowy fartem wcisnąłem mu gola.
Starałem się iść za ciosem, ale no... On miał dwa ciosy więc gdy padł trzeci gol w 85', to już wiedziałem, że nie wygram. Mimo to, było super!
Obok FIFY mieliśmy turniej w CS: GO. Wtedy jeszcze się tym nie interesowałem więc nic o tym nie wiem, ale BYŁO i to się liczy.
Dalej! Konkurs Cosplay był bardzo udany. Zabawny, ciekawy ale krótki. Niestety w 2015 roku było mniej "przebierańców" niż w 2014. Mimo to, było na co popatrzeć i cosplaye* były nawet przyjemne.
Po dość słabym występie (ale kostiumy nawet spoko!) duetu z Mordy w Kompot było już lepiej. Podobały mi się wszystkie, bo widać było pracę włożoną w stroję oraz radość płynącą z występu. I o to w tym chodzi! Haters gonna hate. Potatoes gonna potate.
Spiąłem się do granic możliwości i przed końcem pierwszej połowy fartem wcisnąłem mu gola.
Starałem się iść za ciosem, ale no... On miał dwa ciosy więc gdy padł trzeci gol w 85', to już wiedziałem, że nie wygram. Mimo to, było super!
Obok FIFY mieliśmy turniej w CS: GO. Wtedy jeszcze się tym nie interesowałem więc nic o tym nie wiem, ale BYŁO i to się liczy.
Dalej! Konkurs Cosplay był bardzo udany. Zabawny, ciekawy ale krótki. Niestety w 2015 roku było mniej "przebierańców" niż w 2014. Mimo to, było na co popatrzeć i cosplaye* były nawet przyjemne.
Po dość słabym występie (ale kostiumy nawet spoko!) duetu z Mordy w Kompot było już lepiej. Podobały mi się wszystkie, bo widać było pracę włożoną w stroję oraz radość płynącą z występu. I o to w tym chodzi! Haters gonna hate. Potatoes gonna potate.




Kontynuując:
Po prawej stronie od wejścia znajdowała się kantyna (Pozdrawiam Kornela Bąka!). Nawet dobrym i nie tak drogim. Najlepsza była woda z kantyny, oraz kebab z kantyny. Ogólnie kantyna była spoko, bo w kantynie można było sobie spokojnie odpocząć, zjeść coś. Wiecie, jak to w kantynie.
Przez Kornela do dziś mnie to słowo prześladuje. Jeszcze raz pozdrawiam i obyśmy się zobaczyli na Pyrkonie!
Minusem tego wszystkiego był brak jakiejkolwiek prywatności. Wszyscy widzieli wszystkich. Zero ścianek, czy nawet zasłon. Głównie przy Osu! bo osobiście nie lubię jak ktoś się patrzy na moją lamerską grę. Poza tym innych może też to rozpraszać, denerwować, czy krępować.
Kolejny minus, to surowy wygląd hali. Jak wpiszecie sobie w Google "Oświęcim", to będziecie mieć obraz Targów Kielce. Moża to było czymś przystroić, czy lepiej zaaranżować. Dobra, troszkę przesadziłem, ale i tak - można było.
A teraz jedna z ważniejszych atrakcji, czyli goście.
Goście, goście, goście.
A cóż to byli za goście!
Na początek, Stefan Darda, którego opiewają jako polskiego Kinga. Jego debiut miał miejsce w Dom na Wyrębach", która bardzo dobrze się przyjęła na polskim rynku strachów. Jednak największy rozgłos przyniósł mu cykl "Czarny Wygon". Nuta tajemnicy, bohaterowie, nawiązania do wierzeń ludowych oraz klimatyczny niepokój towarzyszący praktycznie przez cały czas sprawiają, że jego książki zasłużyły na nagrody nagrody "Nautilusa", "Najlepszej książka na lato 2015", "Najlepszej polskiej książki roku 2014" oraz wielu innych.2008 roku poprzez powieść "

Drugim, choć nie mniej wybitnym gościem Sabatu był
Bartek Biedrzycki znany dzięki swej umiejętności
budowania świata postapoakliptycznego. Spod pióra Pana
Biedrzyckiego wyszły dwie wybitne książki "Kompleks 7215"
oraz "Stacja: Nowy Świat". Akcja jest dość szybka (oczywiście nie cały czas),
więc nudy nie ma. Smaku dodaje jej dość dokładny opis życia w
warszawskim metrze oraz bohaterowie, którzy sprawiają,
iż można te powieści stawiać na równi z "Metrem 2033", czy uniwersum S.T.A.L.K.E.R.A.
Kolejnym z zaproszonych był nie kto inny jak Artur Szyndler, twórcajednego z najpopularniejszych polskich RPG "Kryształy Czasu".
Artur Szyndler wrócił po 20 latach od napisania systemu
RPG za sprawą zaplanowanego na 13 tomów cyklu "Saga o Katanie".

Oh, a kto to? Czyżby? Tak! To samolot! Znaczy... To pierwszy polski stalker, Michał Gołkowski. Lingwista, historyk, tłumacz. Popełnił genialną trylogię,
* "Droga Donikąd"* "Sztywny"
która utrzymuje się w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.A.
Doskonale udało mu się przełożyć książki Wiktora Noczkina i Andrieja Lewickiego. Nic tutaj nie trzeba zachwalać. To po prostu stalker pełną gębą i to wszystko można odczuć w jego książkach.
(Insert #1: Niezły pomysł xD. "Tekken Real Life!" Zdobył ten filmik wyróżnienie w konkursie pt. "Nakręć się na sabat"!)

Już chyba ostatnim(i) przybyłym(i) na kielecki konwent był Trzeci Najemny Oddział Piechoty Japońskiej. Niestety nie udało mi się być na ich pokazach, czego bardzo żałuję, bo okres samurajów jest jednym z moich ulubionych momentów w historii. Mam za to dla Was garść informacji wyszperanych z internetu oraz z ich strony!
Jest to jedno z trzech bractw istniejących i aktywnie działających na scenie polskiej założone w 2005 r. Z początku brało w tym udział zaledwie kilka osób, jednak teraz można o nich usłyszeć w Rzeszowie, Krakowie oraz Jarosławiu. Odtwarzają XV i XVI wiek, choć utrzymują się w okresie Sengoku. W trakcie Sabatu zorganizują m.in. pokaz walki zbrojnej, sztuki władania kataną, rytuału seppuku oraz trening strzelania z długiego łuku japońskiego. (Insert #2: Hitem muzycznym konwentu stała się ta piosenka, która cudownie potrafi budzić konwentowiczów o 8 nad ranem. Sleep Roomowcy kochają Was za ten czyn, drodzy orgowie <3)
Żeby nie było za słodko, czas na kolejny minus. Sale prelekcyjne.
Było ich bardzo mało. Z tego co mi wiadomo, było ich chyba cztery niewielkie sale, maksymalnie na 30 osób, w porywach do 40. Niewielka ilość miejsc była sporym problemem, bo pogadanki trwały po godzinę lub dłużej, a Ci, co nie znaleźli miejsca musieli siedzieć na podłodze, a reszta stać i trzymać ściany żeby się nie przewróciły. Chociaż te osoby niewiele traciły, bo krzesełka były dość niskie i niewygodne.
Tak samo Dark Room *khy khy khy* Bogowie... Znów kłaczek... Ile sierści ja żarłem?
Wracając, tak samo Sleep Room. Nie był specjalnie wielki. Ja spałem w namiocie (he he), gdzie nie musiałem spać wokół "naleśnikoludzi, które pierdzo" (Pozdrawiam Glu!), więc nawet tam nie byłem ale zaglądałem przelotnie do środka jak ktoś zostawił drzwi uchylone i znając szerokość i długość, stwierdzam, iż był wielkości dwóch sal prelekcyjnych, Mogę się mylić, więc proszę o korekty w komentarzach dark roomowiczów.
Także małym minusem była wysoka cena (50zł) w stosunku do ilości atrakcji.
Może nie było ich bardzo mało, ale za tę samą cenę brałem udział w warszawskim Animatsuri.
Jednak można to wybaczyć, bo była to dopiero druga odsłona kieleckiego zlotu czarownic.
Abstrahując już od tych plusów i minusów, świetnie było spotkać się ze starymi znajomymi (Przemek, Kasia, Agnieszka!) oraz poznać nowych ludzi (Karol, Tail, Kornel, Kakashi!).
Nie ma chyba nic przyjemniejszego i to tak na prawdę po to jeździ się na konwenty - dla ludzi. Otwarci znajdą tutaj raj, a nieśmiali otworzą się na innych i staną się duszą towarzystwa. To jest warte każdej ceny.
Każdy znajdzie coś dla siebie i mogę Wam obiecać, że Sabat jeszcze stanie się nową wizytówką Kielc oraz wydarzeniem na miarę największych konwentów.
(Insert #3: Proszę Państwa! Przed Wami Sabat Fiction-Fest w 50 sekund! Tu macie wszystko, czego ja nie zdołałem Wam opisać. Wiecie, podeszły wiek, pamięć już nie ta. Demencja and that staff)
Pozdrawiam i do przeczytania!
Inssane
(ad. Wszystkie filmiki oraz zdjęcia pochodzą ze strony, kanału oraz fp Sabatu! Za zgodą SFF wykorzystałem je w tej relacji.)







Pierwszy raz w ogóle słyszę o czymś takim :) Fajna opcja, choć ja osobiście nie jestem zwolenniczką tego typu imprez. Powiększyłabym nieco zdjęcia :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń(Wybacz brak polskich znakow. Tablet)
UsuńOpcja jest swietna :D Dla otwartych ludzi :3
Skoro nie jestes zwolenniczka, to jestes przeciwniczka?
Dlaczego? :D
Jestem strasznie ciekawy.
Chętnie bym się przeprała za Alisa lub Emilie z Tekkena ...
OdpowiedzUsuńOj fajna impreza :)