Smocze Opowieści




Na początku kilka słów wyjaśnienia. Jeśli nie masz 18 lat, to przejdź dalej! 
Post zaplanowany był na sobotę wieczór, bo nie miałem czasu, żeby wstawić to później. Oczywiście coś musiało się spierdolić, bo blogger uznał, że tego nie zrobi. I chuj. Bo tak mu się, kurwa, podoba...
Co do zdjęć. Kupiłem aparat, ale on też stwierdził, że nie będzie działać, penis jeden... Dlatego mam ziemniaczane zdjęcia, ale (!) pokazują to, co najlepsze.
KONIEC WSTAWKI DLA PEŁNOLETNICH.



Tak, tak kochani! To już po Smokonie. Konwent niewielki, świeży, jednodniowy, ale przyniósł mi wiele pozytywnych emocji! Konwent mieścił się w dość ciekawym miejscu, a mianowicie w Artetece Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej!


Na miejsce dotarłem dopiero koło 17, czego żałuję bo dobrze się bawiłem i było mi mało!
Swoją przygodę zacząłem od wpisu w Księdze Gości Smokonu oraz odebrania niewielkiego zestawu Smokonowicza 


Sabat nawet w Krakowie promują!
od przemiłych dziewczyn z akredytacji


Potem wraz z Uwo oraz z Marią Antoniną ruszyliśmy do podziemi na spotkanie z przeznaczeniem.
Pierwsze co zobaczyliśmy z Uwo, to barek z kawą, żarciem (Dziwacznym! W karcie nie było krwistego steku, takiego jaki je mężczyzna!), napojami oraz piwem. Dzięki ostatniemu punktowi konwent dostał od naszego miernego Deadpoola 8/10!




 A to już coś, Uwo rzadko daje takie noty! Skosztowawszy dóbr tej mini restauracji, ruszyliśmy na drugie piętro, do gej... *khykhy* game roomu, gdzie zastaliśmy ciekawe stoiska i jeszcze ciekawszych sprzedawców! Niestety nie spytałem o imiona, ale pozdrawiam sprzedawczynię wisiorków, przypinek i skarpetek, która pogadała sobie ze mną i z Uwo, pośmiała się troszkę i opchnęła naszyjnik z Deadpoola temu naiwnemu frajerowi, hehe!



Pozdrawiam również postawnego pana, który ponarzekał z nami na świat, pośmiał się i opylił mi kubeczek z Batmanem!









Było też troszkę dziwnej, acz nawet ładnej biżuterii, chociaż nie mam pojęcia, co to może być.

Serdecznie pozdrawiam Steampunkową damę, która cudnie prezentowała się w swym stroju!



Miała na stanie wiele zacnych bibelotów, gadżetów do ubrań oraz różnego rodzaju świecidełek!



Pełną galerię będziecie mogli zobaczyć na nowej podstronie o nazwie "Smokon". Wrzucę ją jak tylko skończę zbierać zdjęcia swoje i znajomych!


Trafiliśmy w końcu do przemiłej, pozytywnej i zakręconej sprzedawczyni breloczków, przypinek, naszyjników i czego tam jeszcze jej na stoisko nawalili. Stoliki uginały się od asortymentu, jaki miała do zaoferowania. Gadaliśmy z dziesięć minut ale musieliśmy iść, bo żołądki nas wzywały...

Idąc na conplace nasza trójka mijała przydrożną budę z burgerami. Zdesperowani wleźliśmy tam. Miejsca było tyle, że ledwo się mieściłem ja, nie mówiąc już o moich znajomych.
Ale dobra! Wbijamy, patrzymy na ceny, ok po 30 za max zestaw, burger wypchany po brzegi mięchem. Jak już dostaliśmy do rąk, wzięliśmy pierwszy kęs, to świat zwolnił bieg.



Frytki grube jak paluchy zapaśnika Sumo, a nie jakieś pizdryki z torby, jakie zazwyczaj podają.
Do nich do wyboru sosy. Ja wziąłem BBQ i nie żałowałem, bo był zacny. Gęsty, ciężki, smolisty. Dokładnie takie BBQ powinien być!

Mięcho też ręcznie robione, bo było grubaśne, a nie takie rozjechane jeże, jak się na drogach widuje. Do tego dwa porządne plastry bekonu i coś tam jeszcze, co w zestawie było.

Napchaliśmy się porządnie, ledwo kończąc ten dar bogów.
.
A tak wygląda ten przybytek.
Postawiony tak z tyłka przy jakiejś uliczce, nie wiadomo gdzie i po co. A tu takie zaskoczenie jakością jedzenia!

Zapraszamy i polecamy!
Insane oraz Uwo







Wróciwszy na teren konwentu zerknęliśmy na plan atrakcji, gdzie zobaczyliśmy, że zaraz zaczyna sie spotkanie autorskie z Jakubem Ćwiekiem. Ociężali po posiłku oraz rozwaleni na krzesełkach słuchaliśmy pytań, które pewna Pani zadawała Ćwiekowi. Robiła to troszkę nieporadnie, jakby pierwszy raz usłyszała o nim godzinę przed spotkaniem... Ale ok! Gdy Pani zakończyła swój wywiad, przyszła kolej na zadawanie pytań przez publiczność. Najaktywniejsze osoby mogły wygrać serię "Chłopców", więc było o co walczyć!



Wygrał jakiś "ni to facet, ni kobita", ale zasłużenie, bo zadawał/a (tak, jestem wredny, hihi) inteligentne pytania. Całe spotkanie zaczęło się o 19, a skończyło grubo po 21. W tym czasie można było się przekonać, że Ćwiek wkłada swój własny charakter w ciała postaci. Może on tego nie przyzna, lub nawet się tego wyprze, ale to widać nawet po samej historii Lokiego. Jego humor, jego sposób mówienia - Ćwiek! Przynajmniej ten, którego znamy, ale wydaje się być sobą przed ludźmi.

Z jego ust padło wiele motywujących słów co do twórczości, które wziąłem sobie do serca i już nie długo wprowadzę kolejną nowość, która będzie pojawiać się co niedzielę! Newsletter aż krzyczy, by tego nie przegapić!

Wracając, pogaduchy z moim (oraz Uwo) imiennikiem przebiegały bardzo przyjemnie. Nie czuło się tej presji autorytetu, sławy, czy też jakiejś krępacji w różnicy wiekowej. Rozmawiało się z nim jak równy z równym, żartowało oraz wymieniało poglądy na dane tematy. Jest to człowiek niezwykle inteligentny, charyzmatyczny i widać, że kocha to, co robi. Kocha pisać i zachęca do tego innych, przestrzegając przed różnym przeciwnościami, które młody pisarz może napotkać.

Po oficjalnym zakończeniu spotkania, rozpoczęło się zbieranie autografów, zrobieniu kilku zdjęć oraz wymianie paru zdań ze świetnym, POLSKIM pisarzem fantasy (tak, tak, ale Sapkowski to co innego. Ćwieka lubię bardziej, szczerze powiedziawszy).

Pamiątkowe zdjęcie zrobione przez Uwo.




Gdy dorwałem się do mojego imiennika, stanąłem nad nim i markując zamach kijem, rzekłem:
No, Panie Jakubie, za zakończenie "Kłamcy!". On się tylko uśmiechnął i podpisał na pseudo selfiesticku Uwo, który był owinięty skarpetami... Więc jeszcze większa beka!






Jasne było, że nie może zabraknąć jego podpisu na moich... Znaczy jego... Znaczy naszych książkach!

Ciągle nie udało mi się rozszyfrować co on tam napisał, tymi swoimi lekarskimi bazgrołami!
Ale mam - to się liczy1







Naprawdę świetnie wspominam ten wyjazd, nie żałuję go w żadnym wypadku, bo znów mogłem spotkać się z Uwo, posiedzieć w fajnym miejscu oraz spotkać Jakuba Ćwieka! Mogę umierać...
Albo nie. Jeszcze mam kilku pisarzy do zaliczenia!
Przechodząc do ogólnego podsumowania konwentu, daję mu mocne 8/10, bo było mnóstwo ciekawych atrakcji, fajnych ludzi oraz w świetnym miejscu! Te dwa brakujące punkty to krótki czas trwania konwentu. bo nie dałem rady być na wszystkich atrakcjach, na których chciałbym być! Mam nadzieję, że Krakowskie Smoki postarają się wydłużyć konwent chociaż o dwa dni, wtedy byłoby już idealnie. Rozumiem jednak koszta związane z organizacją, więc nie ma czego hejtować, czy też kręcić nosem, bo orgowie dali z siebie 100%.
Dobra, jedynym aspektem, do którego mógłbym się przyczepić jest drogie piwo (11, cholernych, złotych!!), ale to chyba nie zależało od Smoków.

Także zapraszam za rok
Pozdrawiam i do przeczytania
Insane

Brak komentarzy: